„ZAKOCHANA JANE” – DLACZEGO ZAWSZE MNIE WZRUSZA?

Witajcie! zakochana jane austen melodramat film recenzja miłość mcavoy

Oglądaliście może „Dumę i uprzedzenie„? Wierzę, że niewiele jest osób, którym ten tytuł nie obiłby się chociażby o uszy. Kojarzymy pana Darcy’ego oraz uroczą i zadziorną Elżbietę. Może już mniej jej cztery siostry oraz okropną matkę, ale mniejsza już o to. Jeżeli kiedykolwiek o „Dumie i uprzedzeniu” słyszeliście, to powinniście wiedzieć, że to nie tylko film, w którym główne role grają Keira Knightley oraz Matthew Macfadyen. To także książka, a jej autorką jest niejaka Jane Austen. Kojarzycie? zakochana jane austen melodramat film recenzja miłość mcavoy



Nie będę Was uszczęśliwiać notką biograficzną. Wspomnę jedynie, że Austen napisała w swoim życiu kilka porządnych powieści, którymi dzisiaj dumnie chwali się Wielka Brytania. A mają czym – jej historie bowiem nie tylko opowiadają o miłości, lecz także dają czytelnikowi piękny obraz dziewiętnastowiecznej Anglii. Nie znam lepszego sposobu na jej poznanie, niż sięgnięcie po jej dzieła.

Ta sama osoba, która tak pięknie pisała o tym wszystkich niedoszłych oraz szczęśliwych małżeństwach, sama nigdy nie wyszła za mąż. Dlaczego? I tu właśnie zbliżamy się do sedna. O tym właśnie jest ten film.



Nie ukrywam, że na ten temat powstało wiele teorii. Wiadomo bowiem, że Jane odrzuciła oświadczyny majętnego mężczyzny, który mógł jej zagwarantować dostatnie życie. Zamiast tego wybrała biedę i niezależność. Ludzie tłumaczą sobie to w różny sposób. Między innymi tak, jak w tej produkcji z Anne Hathaway i James’em McAvoyem na czele. Tłumaczą ten wybór prawdziwą miłością, która miała nikłe szanse na narodzenie się i przetrwanie.



Fabuła

Nie ma większego sensu pisać wiele o fabule, ponieważ jest to po prostu historia domniemanego romansu poukładanej Jane Austen ( Anne Hathaway) i Irlandczyka bez krzty reputacji – Toma Lefroya (James McAvoy). Zetknięcie się dwóch skrajnie różnych osobowości i przeszkoda, którą nie zawsze można przeskoczyć – pieniądze. A to wszystko zamknięte w dwugodzinnej produkcji. zakochana jane austen melodramat film recenzja miłość mcavoy



Cóż myślę?

Ano myślę, że kompletnie brak mi obiektywizmu. Oglądałam ten film już co najmniej pięć razy i za każdym razem na nim płaczę, ale przejdźmy do rzeczy. Zacznijmy może od czasu. Ten czas bowiem wydaje mi się nieco za długi. Faktycznie, z chęcią kilka scen bym wycięła, ponieważ niewiele wnoszą do historii, a nudzą oglądającego. Nie oznacza to jednak, że film jest nudny jak flaki z olejem! Nie jest, o ile nie oczekujemy od niego napiętej akcji, intryg i smoków. Życie w dziewiętnastowiecznej Anglii mijało powoli i spokojnie, było pełne konwenansów, większej ilości zakazów niż nakazów, a każdy krok młodej kobiety był śledzony przez całą społeczność. Na niewiele mogła sobie pozwolić. I  w tej produkcji jest to perfekcyjnie pokazane.



Nikt się nie skupił na tym, aby pokazać nam wystawne bale i zwyczaje, wówczas panujące. Są, ale moim zdaniem zostały ukazane słabiutko. Trochę szkoda, ale na pocieszenie dodam, że prędzej znajdziemy je we wspomnianej wcześniej „Dumie i uprzedzeniu”. Tym razem nacisk położono na kreację bohaterów. Żałuję jednak, że sama Austen wyszła w tym wszystkim na nieco mdłą. Brakowało mi jej ironicznego humoru i charakterku, który początkowo twórcy próbowali nakreślić – bezowocnie. Z historii wiadomo, że miała cięty język i nie należała do słabych kobiet. Nie wiem czy tutaj zostało to odpowiednio pokazane – raczej powinno iść do poprawki. Inaczej było z Tomem, o którym historia mówi niewiele, lecz przyćmił tytułową Jane swoją charyzmą. Krótko mówiąc – czarujący dupek. Trudno się w takim nie zakochać. zakochana jane austen melodramat film recenzja miłość mcavoy



Gra aktorska

Jak już wspomniałam, Jane jest nijaka. I trudno mi stwierdzić czy to scenariusz, czy po prostu Anne miała z tą rolą problem. Uwielbiam na nią patrzeć, jest świetną aktorką, a jednak do tej roli pasowała mi średnio. Miło się na nią patrzyło, lecz nie widziałam w niej pisarki. Nie widziałam kobiety, która tworzy wyjątkowe historie i marzy, by móc się z nich utrzymywać, jako jedna z pierwszych. Brakowało mi w tej postaci siły, którą niezaprzeczalnie miała w sobie prawdziwa Austen i którą powinna ująć Lefroya.

James jednak wszystkie braki wyrównuje i muszę się przyznać, że głównie dla niego za każdym razem oglądam ten film. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny mógł zastąpić go w tej roli. Wykreował postać Toma w taki sposób, że jego osobowość błyszczy ponad Jane. Uroczy dupek – wierzę, że to dzięki Jamesowi dupek zyskał urok. Potrafił zachowywać się nieprzyzwoicie, lecz mieć w oczach spojrzenie zakochanego na zabój mężczyzny. Chyba nikt nie potrafiłby patrzeć na naszą Jane tak, jak on to robił. Zdobył mnie tym całkowicie i gdyby ktoś mnie kiedyś spytał za co kocham ten film, odparłabym bez wahania: za spojrzenie McAvoya. 



Oczywiście poza tą dwójką byli również inni aktorzy, których obecność nie jest bez znaczenia. Jedną z tych osób jest Maggie Smith, która wcieliła się w rolę wyniosłej Lady Gresham. Nie dało się jej lubić, ale taki właśnie był zamiar. Osobiście się cieszę, że to ona wcieliła się w tę postać. Szkoda tylko, że jej rola nie była w tym wszystkim nieco większa, ale teraz już czepiam się szczegółów. zakochana jane austen melodramat film recenzja miłość mcavoy


Znalezione obrazy dla zapytania becoming jane maggie


Reasumując

Kocham ten film z całego serca ( Tak, za spojrzenie McAvoya), choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest idealny. Warto też wspomnieć, że chociaż w teorii jest to film biograficzny, to raczej niewiele ma wspólnego z historycznymi faktami. Nieco inaczej wyglądała rodzina Austen oraz jej kariera – pomimo tego, że udało jej się w jakiś sposób utrzymywać z pisania, publikowała anonimowo. W tamtych czasach ceniono głownie prozę mężczyzn, na kobiety nie zwracano wielkiej uwagi.

Nie zostało również potwierdzone, że jakikolwiek romans między Jane a Tomem faktycznie miał miejsce. Zachowało się niewiele listów autorki oraz jej siostry. Faktem jest to, że oświadczono jej się, a ona owe oświadczyny odrzuciła. Propozycja pochodziła jednak od zupełnie innego mężczyzny, niż pokazano w filmie. Można by o tych nieścisłościach gadać i gadać.

No i nagadałam Wam o tych wszystkich minusach, jednocześnie twierdząc, że „Zakochana Jane” to mój ulubiony film. Jedna rzecz została w tym filmie pokazana perfekcyjnie – znaczenie pieniądza w tamtych czasach. W dzisiejszych również nie jest bez znaczenia, ale wtedy rządził wszystkim – człowiekiem, rodziną, a nawet miłością. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, wtedy nie dało przeskoczyć się jego znaczenia.

Miłość jest czymś pożądanym. Pieniądze zaś czymś absolutnie niezbędnym.

Tak powiedziała swojej córce pani Austen. I całą tę historię można by właściwie zamknąć w tym jednym zdaniu. Nasi bohaterowie walczą mimo wszystko o tę miłość. I dla samej tej walki, warto poświecić im trochę czasu.


A czy Wy mieliście okazję obejrzeć „Zakochaną Jane”? 🙂

PS. Zapraszam do recenzji książki „Duma i uprzedzenie” – klik.

Całuję!

4 przemyślenia nt. „„ZAKOCHANA JANE” – DLACZEGO ZAWSZE MNIE WZRUSZA?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *