RECENZJA: PŁYNNA MATOWA POMADKA GOLDEN ROSE.

Nie mogło być inaczej – jakiś czas temu i ja stałam się posiadaczką sławnej matowej pomadki Golden Rose i szczerze powiedziawszy dawno już powinnam zrobić tą recenzję, ale wciąż wypadało coś ważniejszego. Niezależnie od tego wszystkiego, nareszcie mogę podzielić się z Wami moją opinią na temat tego produktu. Niestety, na razie zaprezentuje tylko jeden kolor, ponieważ pomimo silnego przyciągania, zdecydowałam się nadto nie szaleć, a najpierw sprawdzić czy w ogóle ten rodzaj pomadek będzie mi odpowiadał. Cóż się okazało?

Może zacznijmy od tego, że nie jestem wielkim fanem szminek czy pomadek. Nie, inaczej. Kocham je kupować, oglądać na ustach innych, lecz sama nie zawsze czuję się dobrze, gdy mam je na ustach. Dlatego uwielbiam takie, których właściwie nie czuję na wargach, a i nie rzucają się zbytnio w oczy.

Przy stoisku Golden Rose stałam zdecydowanie zbyt długo, ponieważ nagle kolor, który miałam zakupić przestał mi się podobać i zachodziłam w głowę, który wybrać. Skończyło się na numerze 3, czyli brudnym różu, który podobał mi się w zasadzie najbardziej.


IMG_4801


Jak to wygląda w teorii?

Samo opakowanie jest bardzo ładne i eleganckie. Jak to pomadka – jest niewielka i zmieści się do każdej torebki. Napis się nie zdziera, co u mnie akurat jest wielkim plusem, bo szczerze tego nienawidzę. Konsystencja nie jest na szczęście zbyt gęsta, ani lepka. Jeżeli chodzi o mnie to maluję dolną wargę, a potem przytulam górną wargę do dolnej i już jest nieźle 😀 Zostaje dokonać kilku drobnych poprawek i voilà!


IMG_4807


Jak to wygląda w praktyce?

No dobrze, jak już się napatrzymy na to opakowanie i pomalujemy idealnie nasze usteczka, musimy sobie przypomnieć, że pomadka nie tylko ma ładnie wyglądać w opakowaniu, lecz również ładnie się „nosić”.

Moje usta mają tendencję do przesuszania i uznałam za pewnik, że i tym razem zostaną mocno przesuszone. O dziwo, nic podobnego się nie stało. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że pomadka nie wysusza w ogóle, ale biorąc pod uwagę to, że jest matowa, i tak nie robi tego w dużym stopniu. Mogło być gorzej, a nie było tragicznie, choć idealnie też nie.


IMG_4809

IMG_4811


Oczywiście wstawiam zdjęcie sprzed nałożenia pomadki i po:

Jedyne co, to w pokoju miałam na tyle jasno, że wydaje mi się, iż ten kolor wyszedł jaśniejszy niż jest w rzeczywistości. Weźcie, proszę, na to poprawkę. Powinien być odrobinę ciemniejszy.


Test:

No i oczywiście musiałam chociaż w niewielkim stopniu wypróbować jej trwałość. Jak wiele innych pomadek, tak i ta świetnie trzyma się na ustach, gdy nie jesz i niewiele mówisz. Mijał czas, a ja postanowiłam, że trzeba poddać ją większej próbie. No i wyszło – pomadka odporna na całusy i nie przenosi się na innych. To też wielki plus! Ale prawdziwym wyzwanie miało nadejść chwilę później, kiedy… Zgłodniałam.

Pizza oczywiście z sosami, bo jakżeby inaczej, popita zieloną herbatką. Starałam się jeść ostrożnie, lecz bez przesady. Jaki był tego wynik? Pomadka oczywiście delikatnie się starła, ale kolor w sporym stopniu pozostał – szczególnie na zewnętrznych brzegach ust.


Ocena końcowa:

Gdyby moja mama spytała mnie o jakąś porządną pomadkę, z czystym sumieniem poleciłabym jej właśnie matowe pomadki w płynie z Golden Rose. A skoro polecam to mamie, to wiedzcie, że lepszego potwierdzenia ich skuteczności nie znajdziecie.

Są trwałe, nie wysuszają dramatycznie ust, mają naprawdę ładne odcienie i opakowanie. To oczywiście również ma znaczenie. A że się lekko ścierają… Która pomadka czy szminka zostałaby nienaruszona po jedzeniu pizzy z sosami? Otóż to!

A jak Wasze doświadczenie z tymi pomadkami? Również polecacie?

13 przemyśleń nt. „RECENZJA: PŁYNNA MATOWA POMADKA GOLDEN ROSE.

  1. Uwielbiam te pomadki całym sercem, uwielbiam te wyraziste i te delikatne. Sprawdzają się idealnie, teraz testuję lip marker od GR 🙂

  2. Bardzo ładny odcień tej pomadki :). Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat pomadek oraz kredek do ust Golden Rose. Strasznie kuszą :).

    1. Kuszą, kuszą, dlatego jako człowiek ze słabą silną wolą, dałam się skusić. I właściwie nie żałuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *