„Split”: Miał być moim odkryciem roku. Czy był? – RECENZJA FILMU

„Split” należy do grupy tych filmów, wobec których miałam naprawdę wysokie oczekiwania. W końcu nie często zdarza się, żeby główny bohater miał dwadzieścia trzy różne osobowości. Mało tego, na samym początku porywa trzy młode dziewczyny, ponieważ niektóre z jego jaźni zaczynają dominować nad innymi. Nie mogłam przejść obok tej pozycji obojętnie i oczywiście jak najprędzej zjawiłam się w kinie. Tylko… Właśnie, jak wygląda efekt końcowy?

Wielkim plusem dla produkcji jest to, że nie mija pewnie pięć minut filmu, a widz zostaje od razu wciągnięty w akcję. Faktycznie, porwanie trzech dziewczyn odbywa się na samym początku i sprawia, że  zaczynamy śledzić wydarzenia z wyczekiwaniem, jakby mając nadzieję na coś, co nas wciśnie w fotel. Dowiadujemy się, że główny bohater ma wiele osobowości, że się leczy, a przynajmniej odbywa terapię i że niełatwo będzie porwanym dziewczynom uciec z kryjówki, ponieważ jest gdzieś daleko od cywilizacji. Ponadto, zostaje ona odkryta dopiero na końcu filmu i dla mnie osobiście, była ogromnym zaskoczeniem.

newg_3

 

Z chęcią opowiedziałabym jeszcze kilka słów o fabule, ale byłyby one okrutnym spoilerem. Dlatego właśnie od razu przejdę do meritum. I z przykrością stwierdzam, że w moim przypadku, wychodzeniu z kina, towarzyszyło lekkie ukłucie rozczarowania. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i myślę, że nie ja jedyna odniosłam takie wrażenie, bo rozmawiałam już z osobami, które również oglądały „Split” i podzielają moje zdanie.

Przede wszystkim głęboko wierzę w to, że nie wykorzystano w pełni potencjału tego filmu. Dwadzieścia trzy osobowości to naprawdę sporo, a twórcy mogliby pozwolić widzowi poznać więcej niż cztery. Byłam szczerze zawiedziona tym, że nie skupiono się na nich w większej mierze. Co więcej, sądziłam, że i sam zamysł filmu jest nieco inny. To już mój błąd, ale nastawiłam się na to, że porwane dziewczyny będą starały się przekonać wszystkie (A jak nie wszystkie to większą ilość) osobowości, aby je wypuściły na wolność. Nic podobnego nie miało jednak miejsca, może z malutkim wyjątkiem, który wciąż pozostawił u mnie lekki niedosyt.

james-mcavoy-split-image

Poprzedni akapit to moje subiektywne rozterki i żale, a teraz chciałabym się skupić na słowach, które usłyszałam od znajomej po seansie. Powiedziała, że prawie cały czas nic się nie działo, a sama końcówka była kompletnie zaskakująca i nieco nie na miejscu. No i tutaj też muszę się z nią zgodzić. Gdy przeanalizowałam sobie całą fabułę, faktycznie stwierdziłam, że niewiele się działo przez te sto dwadzieścia minut. Poza drobnymi epizodami, gdy na kilka minut akcja przyspieszała, widz po prostu czekał. Na co?

W kwestii obsady, do niewielu rzeczy mogę się przyczepić. Najlepsze wrażenie wywarła na mnie jednak Anya Taylor-Joy (Casey Cooke),  a nie James McAvoy, jak mogłabym się spodziewać. Sądzę, że właśnie ze względu na małą ilość osobowości, które pojawiły się na ekranie, McAvoy nie mógł się w pełni wykazać, a to, co mu się udało, choć było zrobione dobrze – jak to w jego przypadku zazwyczaj bywa, to nie powalało. Z kolei Anya Taylor-Joy świetnie poradziła sobie z rolą skrzywdzonej przez życie dziewczyny, którą na domiar złego porwał jakiś szaleniec.

ANYA TALOR-JOY in "Split," an original thriller that delves into the mysterious recesses of one man’s fractured, gifted mind.

Z drugiej strony, cieszę się, że poruszono tutaj tematykę ludzi, którzy zostali kiedyś skrzywdzeni w różny sposób (głównie w dzieciństwie) i z tego powodu cierpią w swojej dorosłości. Pokazano, że rzadko się zdarza, aby zachowania, które odstają od normy w większym lub mniejszym stopniu, brały się znikąd. Zazwyczaj mają one swoje źródło w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Wątek ludzi cierpiących, którzy górują w pewien sposób nad tymi, którzy nigdy nie zaznali cierpienia, był dobry. Obawiam się tylko, że przeciętny widz nie skupi się w głównej mierze na nim, właśnie ze względu na zakończenie, które choć ma przyciągać uwagę do tego problemu, moim zdaniem właśnie delikatnie ją odsuwa i kieruje na coś innego.

Wiem, że napisałam wiele negatywnych rzeczy na temat tego filmu, ale na samo zakończenie chciałabym podkreślić jedną – dobrze mi się go oglądało. Chociaż wspomniałam wcześniej o tym, że niewiele się działo w trakcie, to być może to oczekiwanie sprawiało, że czas minął mi dość szybko. Poza tym nic nie poradzę na to, że lubię oglądać Jamesa McAvoy’a nawet jeśli pozbawiono go do roli włosów i przez to daleko mu do atrakcyjności. Poza tym nie ukrywam, że sam pomysł był świetny. Znalazło się wiele bardzo dobrych i ciekawych scen, a to przecież też nie jest bez znaczenia.

Split-Movie-777x356

Czy polecam ten film? Szczerze powiedziawszy, im więcej czasu mija od dnia, w którym go oglądałam, tym lepiej o nim myślę. Pamiętam, że po wyjściu z seansu byłam całkowicie przekonana o tym, że nie poleciłabym go nikomu. Teraz może i bym to zrobiła, ale niekoniecznie w kinie, bo aż tak dobry nie był. A szkoda, bo zapowiadał się świetnie. Jestem jednak pewna, że jeżeli pojawi się jego kontynuacja, na pewno ją obejrzę – z ciekawości.

Ocena:               6/10
Reżyseria:        M. Night Shyamalan
Scenariusz:      M. Night Shyamalan
Gatunek:          Thriller
Produkcja:       USA

6 przemyśleń nt. „„Split”: Miał być moim odkryciem roku. Czy był? – RECENZJA FILMU

  1. szczerze mówiąc, nie słyszałam o tym filmie. Być może kiedyś go obejrzę 😉 czytając tę recenzję przede wszystkim zwróciłam uwagę na fakt, że film ukazuje to, że wszelkie nasze zachowania mają jakieś podłoże.

    1. Tak, to prawda, że pokazuje źródła ludzkich zachowań i właśnie z tego powodu nie oceniam go aż tak surowo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *