Recenzja „Bridget Jones: w pogoni za rozumem” – krótko, zwięźle i na temat.

Pierwsza rzecz, o której należy wspomnieć – jeżeli jesteś zdecydowanym fanem książek, które niosą za sobą głęboki przekaz, a po ich przeczytaniu chcesz czuć coś w rodzaju katharsis, to lepiej nie sięgaj po tę książkę. Jeśli jednak nie masz nic przeciwko nagłym wybuchom śmiechu i bolącym policzkom, ta książka na pewno ci się spodoba!

Ponownie spotykamy niemądrą Bridget Jones, która tradycyjnie boryka się z nadwagą i licznymi nałogami. Tym razem mamy przełom! Nasza bohaterka w końcu nie jest sigielką. Osiągnęła jeden ze swoich życiowych celów i teraz żyje w szczęśliwym związku z mężczyzną swoich marzeń – Markiem Darcym. Oczywiście wszystko, co dobre, szybko się kończy. Kiedy na horyzoncie pojawia się ta trzecia – Rebecca, o którą Bridget jest niesamowicie zazdrosna, pomiędzy kochankami następuje rozłam. Ponadto w wielkim stylu powraca, tak dobrze nam znany z poprzedniej części, Daniel Cleaver, któremu nie jest łatwo się oprzeć. Jakby problemów było mało, kariera zawodowa Jones również pozostawia wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że postanawia na moment wyłączyć się z życia i wyjechać na wakacje do Tajlandii. Co tym razem zrobi Bridget, skoro znajdzie się w tajlandzkim więzieniu? I jak się stamtąd wydostanie?

Forma książki, w postaci wpisów do pamiętnika, zdecydowanie ułatwia czytanie. Zamiast prób przebrnięcia przez dwudziestostronicowy rozdział, mamy nieraz króciutkie wpisy na pół strony. Dzięki temu nawet nie czujesz, że te dwadzieścia stron faktycznie jest już za tobą. Wielkie szanse na to, że nawet nie obejrzysz się, a już ją skończysz. Osobiście ubóstwiam książki, od których nie mogę się oderwać i pochłaniam je w zaledwie kilku podejściach. To jak trafić na przepyszne danie, którym z jednej strony chcesz się delektować, a z drugiej nie potrafisz się mu oprzeć.

Drugi tom przygód głupiutkiej Bridget Jones również bawi do łez. To może zaskakiwać, jednakże wciąż w (chwilami) idiotycznym postępowaniu naszej bohaterki, można doszukać się morałów. Helen Fielding stworzyła mnóstwo postaci, których po prostu nie da się nie kochać. Każdy z nich ma bogatą osobowość i po przeczytaniu książki masz wrażenie, że rozstajesz się nie z wymyśloną historią, lecz z prawdziwymi ludźmi. Wspierający i bezwarunkowo kochający ją przyjaciele, których nikt by się nie powstydził. Problematyczna i nieznośna matka, decydująca się od czasu do czasu iść po rozum do głowy. Tata, znoszący te dwie niereformowalne kobiety, który notabene powinien zostać okrzyknięty aniołem, bo nie tylko ich jeszcze nie zamordował, ale i z całego serca kocha. A wreszcie Mark Darcy, mężczyzna z jednej strony perfekcyjny, a z drugiej chwilami na swój sposób komiczny. A sama Bridget? Wciąż się nie zmieniła i pewnie nigdy tego nie zrobi. Dalej jest roztrzepana, niemądra, podatna na wszelkiego rodzaju używki i tarapaty. Czyli po staremu!

Bez wahania sięgnęłabym po tę lekturę drugi raz i pewnie wkrótce to zrobię. Aby się pośmiać i na moment zapomnieć o szarej rzeczywistości. Ten sposób bez wahania poleciłabym każdemu.

 

Tytuł: Bridget Jones: w pogoni za rozumem (Bridget Jones: The Edge of Reason)
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Aldona Możdżynska
Liczba stron: 348

Polub nasz fanpage i bądź z postami na bieżąco! Klik!

6 przemyśleń nt. „Recenzja „Bridget Jones: w pogoni za rozumem” – krótko, zwięźle i na temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *